Na stacji Chandra Unyńska
Gdzieś w mordobijskim powiecie
Wnuk Piotra Płaksina, Paweł
Nie musiał grać na klarnecie.
Wspomnieć tu trzeba, że dziadek
Nim w durną głowę wypalił
Tak babci Pawła, Nataszy
W pierś bujną prosto się żalił:
Włas Fomycz, technik, tak ślicznie
Gra na klarnecie, mój Boże!
A ja co? - telegrafista
Że kocham? - nic nie pomoże...
Jadwiga, Własa Fomycza
Poważa, mówi: "poeta",
I mówi o nim: "artysta".
"Pan nawet nie ma klarneta,
Pan nawet na bałałajce
Nie zagra, nie złoży wiersza
Pan tylko: ta,ta,ta, ti,ti
A moja dusza jest szersza
A moja dusza jak orzeł
Ku niebu jasnemu wzlata
We mnie tęsknota ogromna
A pan co? - ti,ti,ti, ta,ta"
Tak w bujną pierś jak w poduchę
Płaksin nieszczęsny się żalił
I chociaż go pocieszała
Jednak w łeb sobie wypalił.
Zagrał i łzy dwie uronił
Włas na Płaksina pogrzebie.
Jadwiga poszła za Własa
Natasza poszła przed siebie.
Nad stacją Chandra Unynska
Dwie przewaliły się wojny.
Internet będą zakładać!
Młodzian przyjechał przystojny!
Wybiegły doń wszystkie panny
A każda tęskni i marzy,
Że ją to przybysz wybierze,
Że jej się wyjazd przydarzy.
A jedna w dłoniach ma klarnet,
A warkocz długi, do pasa.
To córka Piotra Własowa
To wnuczka technika Własa.
Z babką jej, krasnoarmiejcy
Pofiglowali niemało
Nie miał kto ostrzec dziewczątek
Telegrafisty nie stało
Małego Piotra sąsiedzi
Wzięli do siebie, gdy Własa
Gnali na białe niedźwiedzie,
Bo nie zgadzała się kasa.
Nie miał kto ostrzec, że jadą
Telegrafisty nie stało,
Więc wzięli cały personel
Dwóch rubli wszak brakowało.
Poszedł Włas Fomycz Zapojkin,
Technik, choć kiedyś miesięcznie
Sto rubli miewał i umiał
Naczalstwu kłaniać się wdzięcznie.
I poszedł, choć był już stary
Sam pan naczelnik Rubleńko,
Prokofij Aleksandrowicz,
Co wypić lubił "maleńko".
Nie poszedł tylko ten Iwan
Kasjer na stacji, chłop z duszą
Co miał już siedmioro dzieci
I wszystkie z żoną Katiuszą.
Jest smutne okno na stacji,
Na polach ziemia zorana,
I widać szyny, pociągi
I grób kasjera Iwana.
Uniosła klarnet dziewczyna
Melodię rzewną zagrała,
Już płaczą wszyscy wokoło
I tylko przybysz jak skała.
A gdy zmontował komputer,
Przekazał cały inwentarz,
Do internetu podłączył,
Do dziada poszedł na cmentarz.
Nie spojrzał na żadną z panien,
Chociaż niejedna wspomina
Że mógł ją mieć, a odmówił.
Ot - zemsta Piotra Płaksina.
Na stacji Chandra Unyńska,
Przy samym płocie cmentarnym,
Jest grób z marmurową tablicą,
Z krzyżykiem małym i czarnym...
A na tablicy jest napis:
Z mordobijskiego powietu
Pochodził telegrafista
Pionierem był internetu.

Kliknij tu, żeby skomentować tekst!
Wróć do strony głównej / Wróć do wierszyków
O MNIE / O TEANO / O KOBIETACH / MOJE KSIĄŻKI / AKTUALNOSCI / PROZA / STRONA GŁÓWNA / KSIĘGA GOŚCI /
© All rights reserved/Wszystkie prawa zastrzeżone